Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrocław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrocław. Pokaż wszystkie posty

Niebieskie tramwaje po zielonym torowisku

Od dziś na aleję Hallera i ulicę Żmigrodzką we Wrocławiu wracają tramwaje. Oba torowiska zyskają nową jakość – będą zielone, czyli między szynami rosnąć będzie trawa. To dodatkowo wyciszy dźwięki powodowane przez jadące tramwaje i nie będą one wzniecać kurzu. 


Torowisko jest usadowione na podkładach na warstwie tłucznia. Zieleń nie powoduje pogorszenia jego parametrów. Na tę stabilną, wytrzymałą konstrukcję kładziona jest geowłóknina, materiał często wykorzystywany w ogrodnictwie. Na niej jest wysypywany humus – urodzajna gleba, na której rosnąć będzie specjalny gatunek trwałej, wolnorosnącej trawy.

W obu miejscach remont był konieczny z powodu złego stanu torów, np. z tego względu na ul. Żmigrodzkiej obowiązywało dla tramwajów ograniczenie prędkości do 30 km na godzinę. Mieszkańcy skarżyli się również na hałas i w ich imieniu o modernizację zabiegały rady osiedli.

W ciągu alei Hallera MPK wymieniło 600 metrów torów od ul. Mieleckiej do ul. Ojca Beyzyma oraz 1,6 km trakcji. Wzdłuż ul. Żmigrodzkiej, od ul. Broniewskiego do ul. Na Polance, położonych zostało 800 metrów nowego torowiska.

Nowe życie otrzymała również pętla Zawalna. Poza wymianą torów odnowione zostały przejazdy drogowe, przejścia dla pieszych i trasy rowerowe przecinające pętlę.

- Dla nas ważne jest nie tylko to, aby tramwaje jeździły sprawnie i bezpiecznie, ale bardzo zależy nam na estetyce miasta oraz komforcie życia mieszkańców – deklaruje prezes MPK Krzysztof Balawejder. – Robimy wszystko, aby pogodzić sprawne funkcjonowanie komunikacji miejskiej z tymi priorytetami. Stąd też wynika decyzja, aby remontowane odcinki były zielonymi torowiskami. Wszędzie tam, gdzie to możliwe, będziemy stosować takie rozwiązanie.

Wrocławskie torowiska nie wszędzie mogą się zazielenić, nawet w miejscach, gdzie są wydzielone. Jeśli torowisko jest jednocześnie wydzielonym pasem dla autobusów, musi pozostać asfaltowe lub betonowe. Tak jest i pozostanie np. na osi grunwaldzkiej,   od mostu Szczytnickiego aż po most Grunwaldzki. 

75 lat od pierwszego kursu tramwaju we Wrocławiu

W środku nocy zabytkowymi tramwajami MPK przeniesie wrocławian o 75 lat wstecz! Do 22 sierpnia 1945 roku, gdy odbył się pierwszy kurs tramwaju w powojennym Wrocławiu. Na pokładzie tramwajów znajdzie się 80 wrocławian. 


To niezwykła inicjatywa trzech wrocławskich instytucji i dwóch stowarzyszeń. MPK Wrocław, Hala Stulecia i Centrum Historii Zajezdnia oraz Towarzystwo Miłośników Wrocławia i Klub Sympatyków Transportu Miejskiego przygotowały wspólnie nocny przejazd trzech zabytkowych tramwajów po historycznej trasie linii „1”. 

– I w 1945 roku i 75 lat później pojedziemy tą samą trasą. Wyjedziemy z zajezdni Ołbin i przez Nadodrze, plac Grunwaldzki – który wtedy był morzem ruin – pojedziemy w kierunku Biskupina – opisuje prezes MPK Krzysztof Balawejder. – W każdym z tramwajów będą przewodnicy, będziemy zatrzymywać się w różnych miejscach Wrocławia i postaramy się przenieść w wyobraźni do świata sprzed 75 lat. Pomoże w tym specjalna gazeta „Jedziemy”, którą otrzymają uczestnicy wyprawy, opisująca jak wyglądały początki miejskiej komunikacji we Wrocławiu. 

Tramwaje o północy z 21 na 22 sierpnia dojadą do Hali Stulecia. Tu uczestników czeka nocne zwiedzanie. 

– Hala to był jeden z symboli Wrocławia. Był i jest - opowiadała prezes Hali Magdalena Piasecka. W 1945 roku obiekt mocno zniszczony, potem szybko odbudowywany na Wystawę Ziem Odzyskanych. Zresztą pokazujemy to w naszym Visitor Centre, gdzie przestrzeń dawnego Centrum Poznawczego została przeprojektowana tak, by zwiedzanie było jeszcze ciekawsze. Postawiliśmy na multimedia i interakcję. To bezpośrednie zaangażowanie zwiedzającego w prezentowane treści wydaje się być kluczem do sukcesu. Dlatego postawiliśmy na edukację poprzez doświadczanie dla wielu zmysłów. 

Tym razem wizytujący zwiedzą Halę Stulecia w środku nocy w kompletnych ciemnościach. Zanim zwiedzający dotrą do Hali czeka ich podroż trzema tramwajami. 

– Stworzyliśmy zestaw tramwajów, który na torach pokaże historię wrocławskiej komunikacji szynowej – tłumaczył Krzysztof Kołodziejczyk z Klubu Sympatyków Transportu Miejskiego – na początku pojedzie tramwaj, który ma nawet ślady po kulach. W czasie remontu ich nie usuwaliśmy – to tramwaj niemiecki jeszcze Linke-Hofmann, który Polacy wykorzystali do pierwszego przejazdu. Potem pierwsza polska konstrukcja: tramwaj Konstal i wreszcie na końcu słynna wrocławska 102 - pierwszy tramwaj szybkobieżny, który wprowadził rewolucję na szynach w mieście. 

Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się więcej o historii wrocławskiej komunikacji miejskiej i nie zarwać przy okazji nocy – może liczyć na Centrum Historii Zajezdnia. 

Ten przejazd to początek całej serii wydarzeń, na które już chcę Państwa zaprosić. Przez cały rok będziemy wrocławianom pokazywać nie tylko jak rozpoczęła działalność komunikacja miejska we Wrocławiuale w ogóle, jak „ruszał Wrocław”. Planujemy cykl wydarzeń w ramach projektu „Wrocław od nowa”. Szukamy pionierów Wrocławia, ludzi, którzy odbudowywali i uruchamiali Wrocław i jego instytucje. 

Już jutro Centrum Historii Zajezdnia opublikuje film-retrospekcję, pokazującą, jak pierwszy przejazd tramwaju linii „1” wyglądał. W filmie o miejskiej komunikacji opowiadają historycy, miłośnicy komunikacji miejskiej i przewodnicy wrocławscy.


MPK Wrocław włączy klimatyzację

Główny Inspektor Sanitarny od miesiąca nie był w stanie wydać opinii, jak w przypadku upałów, z którymi mamy do czynienia, należy ustawić wentylację i klimatyzację w pojazdach komunikacji zbiorowej. 

Miesiąc temu wrocławskie MPK wspólnie z innymi dużymi polskimi firmami komunikacyjnymi zwróciło się do Głównego Inspektora Sanitarnego o jasne wskazania dotyczące włączania klimatyzacji w tramwajach i autobusach komunikacji miejskiej w przypadku wciąż trwającej pandemii koronawirusa. 

Wcześniej wskazywano przewoźnikom obserwacje chińskich naukowców, z których wynikało, że rozprzestrzenianiu koronawirusa może sprzyjać klimatyzacja. Były to jednak badania przeprowadzone nie w komunikacji miejskiej, ale w restauracji w Guangzou. Publikowano także wyniki badań amerykańskich i niemieckich z Instytutu Roberta Kocha, które sugerowały, że dużo lepsze wyniki od klimatyzacji daje zwykłe otwieranie okien, lufcików i doprowadzenie do dużej i ciągłej wymiany powietrza wewnątrz pomieszczeń i pojazdów. 

Tu można znaleźć badania, o których mowa: https://wwwnc.cdc.gov/eid/article/26/7/20-0764_article 

Z drugiej jednak strony nie można przechodzić obojętnie obok próśb i żądań pasażerów wrocławskiej komunikacji, którzy w mailach i na forach społecznościowych domagali się uruchomienia klimatyzacji. Nie bez znaczenia jest fakt wysokich temperatur, sprawiających że wewnątrz pojazdów temperatura dochodzi do 30 stopni. 

Mimo ponagleń wrocławskiego przewoźnika Główny Inspektor Sanitarny nie dał jasnej odpowiedzi, jak należy postępować. Nie otrzymawszy odpowiedzi od GIS, od dziś wrocławskie MPK włączy klimatyzację we wszystkich pojazdach w nią wyposażonych. 

W tramwajach starszego typu dalej będą otwarte okna i wywietrzniki dachowe. 

By obniżyć do minimum możliwość negatywnego wpływu na zdrowie pasażerów (badania z Guangzou wskazywały, że czynnikiem ryzyka mogą być brudne filtry klimatyzatorów i brak ich regularnej dezynfekcji) MPK Wrocław we własnym zakresie, przeprowadziło w ostatnich tygodniach kompleksowe prace konserwacyjne systemów klimatyzacyjnych. Przeprowadzane jest ozonowanie pojazdów i urządzeń, które niszczy potencjalne cząsteczki koronawirusa. 

Niestety układy klimatyzacyjne fabrycznie montowane w pojazdach komunikacji publicznej nie są wyposażone w filtry Hepa, obecne w samolotach. A tylko one wyłapują cząsteczki koronawirusa. Dlatego przewoźnik cały czas przypomina pasażerom o obowiązku zakrywania nosa i ust w pojazdach komunikacji miejskiej, a także o zachowaniu odpowiedniego dystansu.

[materiał prasowy MPK Wrocław]

fot. Wojciech Głodek

To nie jest łatwy zawód

Praca jak każda inna? Niekoniecznie. Jeśli jesteś obrażany, szarpany, bity. Dlaczego? Bo wypowiadasz zdanie: „poproszę bilet do kontroli”. We Wrocławiu odnotowano 114 napaści na kontrolerów MPK w ciągu jednego roku. 

fot. Wojciech Głodek


- Poprosiłam o bilet. Chłopak wyrwał mi telefon, wyrzucił z pojazdu. Wysiadłam z autobusu, on wyskoczył za mną. Na przystanku zaczął mnie bić, szarpać. Cztery miesiące byłam na zwolnieniu lekarskim. 

- Dwa tygodnie temu poprosiłem o bilet. Gość najpierw mnie zwyzywał, a ponieważ stałem pomiędzy nim a drzwiami autobusu to dostałem pięścią w twarz. Tak opowiadają kontrolerzy MPK. 

Jest ich 43. 

Każdy ma niejedną taką historię. Trzy z nich MPK umieściło w filmie opisującym pracę rewizorów. 


Łącznie w ubiegłym roku doszło do 114 napaści na kontrolerów. W tym roku, mimo że z powodu pandemii kontroli prawie nie było, zdarzyło się 11 takich sytuacji. 

Oczywiście, rewizorzy MPK nie są święci. - Owszem dostajemy zażalenia pasażerów na sposób kontroli, czasem ludzie skarżą się, że kontroler był nieuprzejmy – takich skarg było w 2019 roku 118. O 118 za dużo, nawet jeśli przeprowadzono aż 1,5 miliona kontroli – wylicza Krzysztof Balawejder prezes MPK Wrocław.  

Każda taka skarga jest przez nas weryfikowana, dyscyplinujemy naszych pracowników. Ale na agresję słowną czy fizyczną nie ma zgody. Po żadnej ze stron. 

Dlatego od tego tygodnia rozpoczęliśmy specjalistyczne szkolenia z technik rozmowy z pasażerem, rozładowywania agresji oraz samoobrony. Kontrolerzy mają w centrum szkoleń przy Obornickiej zajęcia z technik negocjacyjnych, a także z podstawowych elementów pasywnej samoobrony. Spotykają się ze specjalistami od negocjacji, psychologami, policjantami i trenerami walki. 

W takich zajęciach dobrowolnie będą też mogli wziąć udział prowadzący pojazdy, bo incydentalnie również oni są narażeni na atak pasażerów. 

 - Jest dla nas istotne, by nasi pracownicy byli wobec pasażerów po prostu w porządku. Uprzejmi, mili, sympatyczni. Tego ich uczymy i tego wymagamy z całą stanowczością – podkreśla Balawejder. – Przeglądamy monitoringi z pojazdów pod kątem pracy rewizorów, sprawdzamy też w praktyce, jak ta praca wygląda. Mamy zatrudnionych w firmie „tajemniczych klientów”. Ludzi, którzy wsiadają do autobusów i tramwajów i obserwują, jak pracują motorniczy i kierowcy, jak prowadzą pojazd, jak odnoszą się do pasażerów. To samo dotyczy kontroli pracy rewizorów. 

W ubiegłym roku skontrolowano pasażerów na 225 213 kursach. 

Wystawiono 46 tysięcy mandatów. 

W styczniu, w ciągu jednego miesiąca – przed wybuchem pandemii koronawirusa przeprowadzono około 80 tysięcy kontroli biletów.

[materiał MPK Wrocław]

Szczepin umacnia się obok pociągów

Mieszkańcy wrocławskiego Szczepina w przyszłym roku zyskają tu dodatkowy dostęp do kolei. Będą łatwiejsze przesiadki do komunikacji miejskiej, bo pod szerszym wiaduktem kolejowym, przy którym powstaje przystanek, będą przystanki tramwajowe i autobusowe. 

Nowy przystanek kolejowy Wrocław Szczepin budowany jest w sąsiedztwie wiaduktu kolejowego nad ul. Długą - na trasie z Wrocławia Głównego w kierunku Oleśnicy i Trzebnicy, między stacjami Wrocław Mikołajów i Wrocław Nadodrze. 

Słupy nowej sieci trakcyjnej, mur oporowy i miejsce na nowy tor to wyraźne efekty zmian. Zanim będą konstrukcje dwóch 200 metrowych peronów, przy nasypie od strony ul. Portowej budowany jest mur oporowy z żelbetowych segmentów. Zabezpieczy on nasyp, na którym zostanie ustawiona platforma peronu. W miejscu zdemontowanego toru przygotowywane jest podłoże pod nową trasę. Montowane są nowe słupy dla sieci trakcyjnej. Przebudowane będą ok. 2 km torów i sieci trakcyjnej

Dla utrzymania sprawnych przejazdów, zostaną zamontowane urządzenia sygnalizacji ruchu kolejowego. Przystanek powstaje na odcinku linii o dużym natężeniu ruchu. W ciągu doby przejeżdża tędy ponad 150 pociągów. Prace wykonywane są obok jadących składów, co wymaga zachowania szczególnej ostrożności i dobrej organizacji robót. 

Przebudowa wiaduktu kolejowego nad ul. Długą pozwoli na poprowadzenie 4 pasów ruchu i linii tramwajowej. Są już wykonane 2 przekopy w nasypie oraz nowe żelbetowe przyczółki. Dla bezpiecznego prowadzenia ruchu kolejowego zabudowano dwie konstrukcje odciążające

Inwestycja kolejowa jest realizowana wraz z miejską inwestycją przebudowy układu komunikacyjnego. Przystanek kolejowy Wrocław Szczepin to kolejny nowy przystanek we wrocławskiej aglomeracji. 

[na podst. materiału PKP PLK]









Dzika przyroda za bilet MPK

Dziś (21.05) Europejski Dzień Obszarów Natura 2000. By z Wrocławia wybrać się na spacer po dowolnym polskim Parku Narodowym – trzeba poświęcić cały dzień i wydać na samą podróż kilkadziesiąt złotych. By odwiedzić niemal równie cenny przyrodniczo obszar Natura 2000 – wystarczy 15 minut i 6,80 w kieszeni. 

Wokół Wrocławia i w samym mieście mamy aż 6 miejsc, które zostały zaliczone do Obszarów Natura 2000. I do każdego z tych miejsc można dotrzeć komunikacją miejską. 

Wystarczy kilkanaście minut w autobusie lub tramwaju MPK i wysiadamy w jednym z miejsc, które eksperci uznali za przyrodniczo cenne nie tylko dla Wrocławia, Polski ale dla całego Starego Kontynentu.  

- We Wrocławiu mamy początek Doliny Widawy zaczynający się Lasem Rędzińskim, są także Grądy Odrzańskie pewnie bardziej kojarzone są z Lasem Strachocińskim, który jest jednym z elementów tego obszaru. Co mamy jeszcze na tej liście? Grądy w Dolinie Odry dostępne od strony Parku Wschodniego. Tam spacerując można się natknąć na „Małą Niagarę” – opowiada kierowca MPK, prywatnie fan wrocławskiej przyrody Zdzisław Wójcik. 

Natura 2000 we Wrocławiu to także cały Las Pilczycki oraz Łęgi nad Bystrzycą osiągalne spacerem z pętli Ratyń. 

Najbardziej tajemniczo brzmi nazwa ostatniego z wrocławskich obszarów Natura2000 – Kumaki Dobrej – by tu dotrzeć, wystarczy wysiąść z autobusu w Ramiszowie. 

Jak tłumaczy kierowca autobusu MPK - Naprawdę wystarczy kilka, kilkanaście minut w pojeździe i już jesteśmy niemal w dziczy. Nawet w Lesie Pilczyckim natknąć się można teraz na motyle z Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt, a pod nogami spotkać kumaka i traszkę. No i grzyby – ale to jesienią! 

Z kolei Grądy Odrzańskie to ptasia ostoja. Wysiadamy z tramwaju linii 3 lub 5 na wysokości Parku Wschodniego, idziemy na dłuższy spacer i patrzymy w niebo – pojawi się trzmielojad, jastrząb, bąk, a na drzewach dzięcioł średni i zielonosiwy. 

Ssaków wrocławianie szukać mogą w Dolinie Widawy spacerując przez Las Leśnicki i Rędziński. Tu czekają sarny, zające, borsuki i nietoperze. A w wodzie wydra pływająca w rozlewisku powstałym po zwaleniu drzewa przez bobra. 

 Jak opowiada kierowca MPK szczególnie lubi linie kończące się na pętlach takich jak Rędzin - Wtedy, po każdym kółku człowiek czuje, jakby co godzinę na kilka minut wylądował na wczasach. Tyle, że zaraz trzeba ruszać w trasę, inaczej niż nasi pasażerowie, którzy często właśnie na spacery po Obszarach Natura 2000 przyjeżdżają miejskim autobusem.

Zdzisław Wójcik, kierowca MPK Wrocław

W pobliże Lasu Pilczyckiego dojedziemy np. autobusem C lub tramwajem 32. 

Z drugiej strony Odry jest Dolina Widawy łatwo osiągalna autobusem 118. 

Grądy Odrzańskie – wysiadamy z 3 lub 5 przy Parku Wschodnim. 

Grądy Dolnej Odry zaczynają się na Wyspie Opatowickiej, w okolice której dojedziemy autobusem 120. 

Na pętli Ratyń wysiądziemy ze 117. 

Najdalej jest do Ramiszowa, ale tu dociera podmiejski autobus 936. 

(materiał MPK Wrocław)

Będzie drożej. Będzie gorzej?

Od dziś w Kolejach Dolnośląskich obowiązują nowe, wyższe ceny biletów. Pod przykrywką porządkowania cennika i promocji, samorządowy przewoźnik podniósł ceny niektórych biletów nawet o 68%. Czy wpłynie to negatywnie na podróże koleją po Dolnym Śląsku? Czy Koleje Dolnośląskie utrzymają dotychczasowy wzrost?


SA139-013 jako KD 69217 (Dzierżoniów Śląski - Wrocław Główny) wjeżdża na stację Świdnica Miasto fot. WOjciech Głodek 04.09.16

Obszar sowiogórski

Najbardziej ucierpieli mieszkańcy Świdnicy, dla których podróż do Wrocławia podrożała o 68% (13,50 zł zamiast 8 zł). Mieszkańcy Dzierżoniowa zapłacą natomiast za bilet o 35% więcej (13,50 zł zamiast 10 zł). Jeszcze bardziej niezrozumiałe jest "uderzenie" w osoby systematycznie podróżujące koleją i dojeżdżające codziennie do pracy czy szkoła. Cena biletów miesięcznych w obu relacjach wzrosła o 49% (ze 180 zł na 269 zł).

Jednak w wypadku Dzierżoniowa nie spodziewamy się znaczącego odpływu pasażerów, gdyż połączenia autobusowe nie oferują tańszych biletów (odpowiedni 16 zł i 340 zł). Trochę atracyjnieszy wydaje się przejazdu autobusu w porównaniu do pociągu. Autobusy planowo powinny jechać nawet 30 minut krócej, jednak częste korki na wjeździe do Wrocławia od południa powodują, że rzeczywisty czas nie jest już tak dobry i nie stanowi aż tak dużej konkurencji.

W wypadku Świdnicy sprawa wydaje się bardziej skomplikowana. Wprowadzenie kilka lat temu tanich i wygodnych połączeń kolejowych sprawiło, że wielu przewoźników autobusowych zrezygnowało z obsługi trasy Świdnica - Wrocław nie mogąc wytrzymać konkurencji. Ci, którzy pozostali zaoferowali cenę zbliżoną do ceny pociągu, stąd od dzisiaj automatycznie staną się znacząco tańsi, mogą więc przyciągnąć dodatkowych pasażerów. Jeśli tak się stanie, to zapewne kolejne busy powrócą na trasę ze Świdnicy do Wrocławia zaprzepaszczając sukces kolejowy tego połączenia.

Warto wspomnieć też o mniejszych miejscowościach pomiędzy Świdnicą a Dzierżoniowem. Teraz zostały one włączone do promocyjnego biletu (za 13,50 zł), wcześniej formalnie nie mogli z nich korzystać, warunkiem promocji było rozpoczynanie podróży odpowiednio w Dzierżoniowie i lub Świdnicy. Stąd np. z Mościska Dzierżoniowskiego do Wrocławia wcześniej - teoretycznie - płaciliśmy 16,10 zł (czyli więcej niż obecne 13,50 zł) Praktyka była jednak inna, często pasażerów wsiadający w Dzierżoniowie czy Świdnicy było tyle, że konduktor sprzedawał bilety przez kilka kolejnych przystanków. Można było więc bez problemu wsiadając na dalszej stacji, kupić bilet od wcześniejszej stacji (który był tańszy), duża część konduktorów przymykała oko nawet, gdy kolejki nie było i sprzedawał taki bilet na prośbę podróżnego.

SA134-004 KD na stacji Trzebnica fot. Piotr Weber 22.09.16

Obszar wrocławski

Na odcinkach Wrocław - Trzebnica i Wrocław - Jelcz-Laskowice zrezygnowano w ogóle z oferty aglomeracyjnej, nie wprowadzając w zamian żadnej innej promocji. Podróżni będą więc korzystać z taryfy standardowej, która sprawi że przejazdy z Wrocławia do Jelcza-Laskowic staną się droższe od 8% do 51%, a do Trzebnicy - o 40%.

Na odcinku Wrocław - Trzebnica cena biletu wzrośnie z 7 zł do 9,80 zł. Cena biletu autobusowego na tej samej trasie to 7,50 zł. Dodatkowo niski komfort podróży pociągiem - szynobusy w godzinach szczytu są bardzo zapchane, a Koleje Dolnośląskie nie decydują się ani na wprowadzenie większych składów, ani na uruchamianie pociągów w trakcji podwójnej - też nie działa na korzyść kolei. Obawiamy się odpływu pasażerów na rzecz autobusów i samochodów prywatnych.

Na odcinku Wrocław Główny - Jelcz-Laskowice wzrost cen jest nieznaczny (z 7 zł na 8,20 zł), pociągi większe, a autobusy (w cenie 7 zł) trafiają na wschodnim wjeździe do Wrocławia na spore korki. Stąd nie wydaje nam się, aby nastąpił duży odpływ pasażerów, przynajmniej do czasu udrożnienia połączeń drogowych. Poprzednia promocja obowiązywała jednak także przy jeździe z przesiadką do stacji Wrocław Psie Pole i na takim odcinku podwyżka jest dużo wyższa, bo wyniesie aż 51% (10,60 zł zamiast 7 zł).

Najbardziej smutny jest fakt rezygnacji z jakiejkolwiek taryfy aglomeracyjnej w okolicach stolicy Dolnego Śląska, gdzie już od tak dawna mówi się o kolei miejskiej i pomysł ciągle wraca. Według nas konieczna jest dalsza integracja taryfowa kolei regionalnych (zarówno Kolei Dolnośląskich jak i Polregio) w okolicach Wrocławia, zaś obniżanie cen biletów może służyć zmniejszeniu korków w samym mieście, jak i na wjazdach do niego. Według nas samorząd województwa powinien dążyć do biletów strefowych i włączenia połączeń w ramach małej aglomeracji wrocławskiej do wrocławskiego systemu UrbanCard.

45WE-024 Kolei Dolnośląskich do Szklarskiej Poręby Górnej wjeżdża w perony Jeleniej Góry by po 5 minutowym postoju udać się w dalszą trasę. - 25.12.2017r. fot. Mateusz Słobodzian

Obszar jeleniogórski

Na odcinku Jelenia Góra (dowolna stacja) - Piechowice (dowolna stacja) zrezygnowano z oferty "dobry bilet" wprowadzając taryfę aglomeracyjną. Jaka jest różnica? O 60% droższe połączenia. Zamiast dotychczasowych 2 zł 50 gr trzeba będzie zapłacić 4 zł.

Czy różnica w cenie o 1,50 zł może mieć znaczenia? Według nas może mieć bardzo duże znaczenie, szczególnie że na obszarze Kotliny Jeleniogórskiej mamy dobrze funkcjonującą komunikację miejską. Między Piechowicami a Jelenią Górą kursują autobusy średnio co godzinę (pociągi co 2 godziny), a cena biletu za przejazd to 3 zł.

Oczywiście pociągiem pojedziemy trochę szybciej (24 min. zamiast 40 min.) i może trochę wygodniej (nie wszystkie autobusy komunikacji miejskiej w Jeleniej Górze mają klimatyzację). Ale czy to wystarczy aby przekonać na przykład klasyczną czteroosobową rodzinę, która zapłaci w autobusie 6 zł (młodzież szkolna jeździ bezpłatnie) a w pociągu 13,04 zł?

Podobne zmiany w obszarze jeleniogórskim nastąpiły na odcinkach do Starej Kamienicy i do Trzcińska (przez Wojanów) gdzie obowiązywała wcześniej taryfa aglomeracyjna ze stawką 2,50 zł, a teraz będzie to również 4 zł. Tu jednak konkurencja autobusowa jest niewielka, a w dni wolne żadna. Czy jednak nie wygrają wtedy prywatne samochody?

Nowy rozkład 2018: Na wschodzie się tylko pracuje

Na wschodnich kierunkach na Dolnym Śląsku najbardziej wydać zróżnicowanie w kursach pomiędzy dniami roboczymi a wolnymi. To nawet spadek połączeń o połowę, a kursów aglomeracyjnych - do zera. Do pracy czy szkoły to trzeba, ale kto by chciał podróżować koleją w czasie wolnym?

Wrocławski Brochów / fot. Piotr Weber
Wrocław - Oława

Między Wrocławiem a Oławą zaplanowano 23 pary pociągów regionalnych w dni robocze (o 3 więcej niż w zeszłym roku) i tylko połowa z nich, czyli 12 par w dni wolne (jeszcze o 1 mniej niż w zeszłym roku). 2 pary kursują codziennie w relacji z/do Nysy (w dni wolne 1 para przedłużona do stacji Głuchołazy Miasto), 1 para tylko w dni robocze z/do Brzegu, 6 par (2 w dni wolne) z/do Opola, 9 par (5 w dni wolne) z/do Kędzierzyna-Koźla oraz 3 codziennie pary z/do Raciborza.

Wszystkie połączenia obsługują Przewozy Regionalne. W relacji Wrocław - Nysa kursują szynobusy, w pozostałych nowe składy 36WEa województwa opolskiego (także w trakcji podwójnej, przede wszystkim relacje Wrocław Główny - Kędzierzyn-Koźle) oraz starsze zespoły EN57 (także w trakcji podwójnej), które można spotkać jednak głównie w dni robocze, gdy liczba połączeń do obsłużenia jest znacząco większa.

W dni robocze odstępy między kursami wahają się od 20 minut do 2 godzin, w dni wolne pociągi jadą średnio co 2 godziny. W obydwu wypadkach nie udało się zachować pełnego taktu.

Jelcz Laskowice / fot. Piotr Weber
Wrocław Wojnów - Jelcz Laskowice

Prawie wszystkie kursy do Wojnowa połączono w tym roku w obieg z kursami z/do Jelcza Laskowic. W dni robocze między Wrocławiem Wojnowem a Jelczem Laskowicami przez Wrocław Główny kursuje 10 par pociągów, dodatkowo 4 tylko na odcinku Wrocław Wojnów - Wrocław Główny oraz 8 tylko na odcinku Wrocław Główny - Jelcz Laskowice (w tym 1 para przedłużona poranna do/z Biskupic Oławskich, 1 para z Węglińca, 1 para z/do Wałbrzycha). Dodatkowo uruchamiana jest 1 para popołudniowa Opole Główne - Jelcz Laskowice - Opole Główne.

W porównaniu do zeszłego roku daje 14 par w dni robocze na odcinku Wrocław Główny - Wrocław Wojnów (o 1 więcej niż w zeszłym roku) oraz 18 par na odcinku Wrocław Główny - Jelcz Laskowice (o 2 więcej). Na obydwu odcinkach pociągi pojawiają się średnio co godzinę z dłuższą przerwą w okolicach południa. W dni wolne pociągi kursują tylko na odcinku Wrocław Główny - Jelcz Laskowice - 9 par, czyli o 1 więcej niż w zeszłym roku. Połączenia średnio co 2 godziny.

Wszystkie połączenia obsługują Koleje Dolnośląskie elektrycznymi zespołami trakcyjnymi 31WE/36WEa/45WE oraz zmodernizowanymi EN57.

W dni robocze realizowana są też 2 pary połączeń Jelcz Laskowice - Opole Główne. Rano pociąg KD z Wrocławia dojeżdża do ostatniej stacji w województwie - Biskupic Oławskich, gdzie trzeba przesiąść się na pociąg PR z Opole, natomiast po południu pociąg PR z Opola dojeżdża bezpośrednio do Jelcza Laskowic. Połączenie obsługują Przewozy Regionalne zespołem EN57.


Nowy rozkład 2018: Nowe rozdanie w Kłodzku

Przejęcie linii "kłodzkiej" przez Koleje Dolnośląskie w tym rozkładzie jazdy było największą zmianą na Dolnym Śląsku. Na trasie Wrocław - Kłodzko - Międzylesie na większości połączeń pojawiły się nowe, wygodne, klimatyzowane składy Kolei Dolnośląskich.

Wielbiciele połączeń "retro" mogą jeszcze skorzystać z trzech par połączeń Polregio, które - poza składem wagonowym z Poznania - są obsługiwane często najstarszymi i najbardziej wysłużonymi dolnośląskimi jednostkami EN57. Trudno zrozumieć tę politykę, ale jeśli ktoś miał wcześniej wątpliwości co do odbierania tej trasy Przewozom Regionalnym, to używany obecnie przez PR tabor zdecydowanie te wątpliwości rozwiewa.

Kłodzko Główne / fot. Wojciech Głodek

W sumie po linii "kłodzkiej" w tym roku kursuje zdecydowanie najbardziej różnorodny tabor pasażerski ze wszystkich linii na Dolnym Śląsku. Poza wspomnianymi starymi EN57 Przewozów Regionalnych możemy tu spotkać szynobusy Kolei Dolnośląskich (połączenia z/do Kudowy-Zdroju oraz z/do Legnicy), szynobusy Przewozów Regionalnych (połączenia z/do Nysy w długie i wakacyjne weekendy), składy wagonowe Przewozów Regionalnych złożone głównie ze zmodernizowanych wagonów z klimatyzacją i wifi, ale nieraz także z wagonem piętrowym oraz właściwie wszystkie rodzaje elektrycznych zespołów trakcyjnych będących w posiadaniu Kolei Dolnośląskich.

Bardo Śląskie / fot. Piotr Weber
Do Wrocławia

Między Wrocławiem a Kłodzkiem kursuje 15 par pociągów codziennie, co stanowi poprawę o 2 kursy w stosunku do zeszłego roku. Za wyjątkiem 4 (w relacji Poznań, Leszno i 2 z Rawicza) pociągi zaczynają/kończą bieg na stacji Wrocław Główny. Z drugiej strony 3 pociągi jadą z/do Kudowy-Zdroju, 10 - z/do Międzylesia (w tym 4 w dni robocze i 6 w dni wolne do czeskiego Lichkova).

W dni robocze uruchamiana jest 1 dodatkowe para Wrocław - Strzelin w popołudniowym szczycie oraz 1 dodatkowe par Wrocław - Ziębice wieczorem. Na odcinku Kamieniec Ząbkowicki - Kłodzko kursują też 4 pary pociągów z/do Legnicy oraz 2 pary w letnie weekendy z/do Nysy. Pociągi relacji Wrocław - Kudowa-Zdrój oraz dodatkowe na odcinku Kamieniec Ząbkowicki - Kłodzko zatrzymują się tylko na wybranych stacjach. Pociągi kursują co 1-2 godziny, nie zachowano żadnego taktu.

Nowa Ruda / fot. Piotr Weber
Do Wałbrzycha

Między Wałbrzychem a Kłodzkiem kursuje codzienie 7 par pociągów (co stanowi zachowanie oferty w dni robocze i o 1 więcej w dni wolne). Prawie połowa połączeń realizowana jest w dłuższej relacji Wałbrzych Główny - Kudowa-Zdrój, co pozwala bez przesiadki na podróż dwoma z najpiękniejszych linii kolejowych na Dolnym Śląsku.

Kursy średnio co 2 godziny, z dłuższą przerwą w okolicach południa. Nie zachowano żadnego taktu. Wszystkie połączenia obsługują Koleje Dolnośląskie szynobusami.

Lewin Kłodzki / fot. Piotr Weber
Do Kudowy-Zdroju

Między Kłodzkiem a Kudową-Zdrój kursuje 7 par pociągów w dni robocze (pogorszenie o 1 parę) i 8 w dni wolne (poprawa o 1 parę). 2-3 pociągi kursują w relacji z/do Wrocławia, 1 z/do Legnicy, 3 - z/do Wałbrzycha Głównego. Pociągi kursują co 2-3 godziny, nie zachowano żadnego taktu.

Wszystkie połączenia obsługują Koleje Dolnośląskie szynobusami.

Długopole-Zdrój / fot. Wojciech Głodek
Do Międzylesia

Między Kłodzkiem a Międzylesiem kursuje 10 par pociągów codziennych, co stanowi poprawę o 1 kurs w dni wolne stosunku do zeszłego roku. 1 pociąg kursuje z/do Leszna, 1 z/do Poznania, 2 z/do Rawidcza, pozostałe - z/do Wrocławia. 4 pociągi w dni robocze i 6 w dni wolne dociera do pierwszej stacji za granicą - czeskiego Lichkova. Pociągi kursują co 2-3 godziny, nie zachowano żadnego taktu.

2 pary połączeń Wrocław - Międzylesie obsługują nadal Przewozy Regionalne starszymi jednostkami typu EN57, za 1 parę z/do z/do Poznania - Przewozy Regionalne składem złożonym ze zmodernizowanych wagonów z klimatyzacją i wifi. Wszystkie pozostałe połączenia obsługują Koleje Dolnośląskie składami 45WE/31WE/36WE, nieraz pojawiają się także zmodernizowane EN57.

I tak to się zaczęło

Zaczęło się 22 maja o szóstej rano. Parowóz "Silesia" ciągnąc osiem drewnianych dwuosiowych wagonów wyruszył w planowy kurs z Wrocławia do Oławy. Był to pierwszy z czterech zaplanowanych tego dnia kursów. 

Pierwsze rozkładowe połączenie kolejowe na Dolnym Śląsku zostało uruchomione między Wrocławiem a Oławą. Prowadzący osiem wagonów parowóz "Silesia" wyruszał z Wrocławia o godzinie 6:00, 10:00, 14:00 i 17:00. Dotarcie na miejsce zajmowało mu niespełna godzinę, a kursy powrotne wyznaczone były na 7:30, 12:00, 15:30 i 17:00.

Planowe pociągi między Wrocławiem a Oławą zaczęły kursować dokładnie 175 lat temu, czyli 22 maja 1842 roku. Od tego czasu możemy więc datować historię publicznej kolei na Dolnym Śląsku. Już od samego początku zainteresowanie nowym środkiem lokomocji było ogromne – w pierwszym tygodniu sprzedano 6466 biletów, czyli więcej niż na przykład miała wtedy mieszkańców Oława.

Bilety kosztowały w tym czasie odpowiednio 25 srebrnych groszy w I klasie, 16 srebrnych groszy w klasie II i 9 srebrnych groszy w III klasie. Dla porównania w tym samym okresie za duży bochenek chleba płacono 3 srebrne grosze, a za kwartę spirytusu (trochę więcej niż litr) – 5 srebrnych groszy.

Pociąg kursujący między Wrocławiem a Oławą w 1842 roku składał się z wagonów trzech różnych klas. Wagon I klasy był jeden i miał kolor czerwony. Wagony II klasy były 3 i miały kolor żółty, wagonów III klasy było 4 i miały kolor zielony. Wagony I i II klasy były zamknięte, natomiast wagony III klasy – odkryte (sprzedawano więc nawet specjalne okulary chroniące przed kurzem w czasie jazdy).

Tak wygląda dziś największa dolnośląska stacja, przez którą rocznie przewija się ponad 2 miliony podróżnych - Wrocław Główny (fot. Jar.ciurus / cc-by-sa)

A jedyne 400 metrów dalej, w samym centrum Wrocławia, znajduje się całkiem zapomniany dawny Dworzec Górnośląski, gdzie 21/22 maja 1842 roku rozpoczęła się historia dolnośląskiej kolei / fot. Wojciech Głodek, 21 maja 2017 roku
Poza małym kawałkiem odgrodzonym płotem (widoczny na zdjęcia) obszar dawnego Dworca Górnośląskiego jest otwarty, można więc wejść i spróbować sobie wyobrazić jak to miejsce kiedyś tętniło życiem.

Oczywiście zanim zaczęły kursować planowe pociągi, nowo wybudowaną trasą pojechały pociągi specjalne. Pierwszy pociąg pojechał na odcinku z Wrocławia do Świętej Katarzyny już 1 maja 1842 roku, a na całym odcinku do Oławy – 13 maja 1842 roku.

Oficjalne otwarcie linii Wrocław – Oława zostało zaplanowane na dzień przed uruchomieniem przewozów rozkładowych, stąd pojawiające się nieraz różne daty dzienne otwarcia tej linii. Specjalnie przygotowany pociąg, złożony z 12 wagonów osobowych, prowadzony przez parowóz "Silesia", wyruszył z Wrocławia do Oławy o godzinie 11:15 w dniu 21 maja 1842 roku.

Do Oławy pociąg przybył o godzinie 11:58 i przejechał przez specjalnie wystawiony na tę okazję neogotycki łuk triumfalny. W pierwszym przejeździe brało udział ponad 200 zaproszonych gości, w tym władze prowincji i obu miast, które połączyła pierwsza na Dolnym Śląsku linia kolejowa. Co ciekawe, wśród zaproszonych na pierwszy przejazd gości nie było ani jednej kobiety.

Połączenie z Wrocławia do Oławy przez krótki czas kończyło się w tym mieście. Jeszcze w tym samym roku przedłużono je do Brzegu, a rok później do Opola. W 1845 roku kolej, zgodnie z nazwą spółki do której należała – Oberschlesische Eisenbahn Gesellschaft (Towarzystwo Kolei Górnośląskiej) – dotarła na Górny Śląsk, połączyła Wrocław z Gliwicami, które wkrótce miały stać się największą stacją towarową w całych Prusach.

W następnym roku po uruchomieniu połączenia do Oławy powstała druga "wrocławska" linia kolejowa. Z Dworca Świebodzkiego pociągi zaczęły odchodzić do Świebodzic. Pierwotnie miały docierać do Świdnicy, jednak władze wojskowe świdnickiej twierdzy zgłosiły sprzeciw. Nie trwał on na szczęście długo. Już rok później wojskowi uznali, że kolej nie tylko nie stanowi zagrożenia dla twierdzy, ale może być ważna dla celów strategicznych.

Boczna linia z Jaworzyny Śląskiej do Świdnicy dotarła już w 1844 roku. W ten sposób też Jaworzyna Śląska – wtedy niewielka osada kolejowa – stała się pierwszą na Dolnym Śląsku stacją węzłową. Nie był nią Wrocław, bo wychodzące z niego linie kolejowe startowały na różnych dworcach i nie były jeszcze ze sobą połączone.

 ✎ Wojciech Głodek, 22 maja 2017 roku